sprowadzała się w sumie do: zabieraj swoje zabawki i wracaj do domu. No tak, ale nigdy nie

i sosen.

– Pamiętam. – Była po trzydziestce, miała za sobą dwa rozwody, sprawiała wrażenie, że
– Na rany boskie, mówię wam, jakiś facet skoczył z molo!
Może przeniosłaś ciało. Może przewiozłaś je swoim samochodem. Ścisnęło ją w żołądku, pot wystąpił na czoło. Spojrzała na tylne siedzenie. Nie zauważyła żadnych ciemnych plam. Siedzenie pasażera też było czyste. Oczywiście, że nie zabiła Josha i nie przewiozła ciała do jego domu. Skąd te myśli? To obłęd. Szaleństwo. Tak jak u babci Evelyn. Przeszedł ją dreszcz. Najpierw poczuła go w brzuchu, potem w łydkach. Nie rób tego... nie myśl w ten sposób. Skoncentrowała się na drodze, Wstążka asfaltu z przerywaną linią pośrodku wiła się w górę i w dół, wspinając się na nieduże wzniesienia i opadając w płytkie doliny. Caitlyn oddychała płytko, nierówno. Przez głowę przelatywały jej najróżniejsze obrazy. Josh przy biurku, krew. Na brzegu biurka kopia cholernego po-zwu o przyczynienie się do śmierci ich dziecka przez zaniedbanie. Zaniedbanie! Tak jakby Jamie nie była dla niej całym światem; głównym celem w życiu. - Łajdak! - krzyknęła. Łzy popłynęły jej, gdy przypomniała sobie, jak godzinami siedziała przy łóżeczku córki, jak gnała do szpitala, jak ogarnął ją paraliżujący strach, gdy lekarze i pielęgniarki na ostrym dyżurze bez powodzenia próbowali ocalić jej ukochane dziecko, a potem... potem... ta straszna wiadomość, że Jamie odeszła. Współczujące spojrzenie, miłe gesty, delikatne dotknięcia ręki. - Przykro mi, pani Bandeaux - powiedział cicho doktor Vogette w szpitalnej poczekalni. Z głośników sączyła się muzyka, w pokoju stały palmy i kanapy w kojących błękitach i zieleniach. Twarz miał spokojną, zza drucianych okularów spoglądały zatroskane oczy. - Czasami tak jest z wirusami. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy... - Nie - krzyknęła i omal nie wypadła z drogi. - Nie zrobiłeś, ty draniu. Mogliście bardziej się postarać! Nadjeżdżająca ciężarówka zaryczała klaksonem, kierowca gestem dał jej do zrozumienia, że jest idiotką, i cały ładunek benzyny na osiemnastu kołach przetoczył się z hukiem obok niej. - Tak, tak wiem - mruknęła pod nosem, próbując odzyskać panowanie nad samochodem i nad sobą. Spojrzała w lusterko i zobaczyła, jak ciężarówka znika za zakrętem. Tracisz kontrolę, Caitie-Did. Zupełnie tracisz kontrolę. Niemal słyszała pełen wyrzutu głos Kelly. - Weź się w garść - nakazała sobie. Zwolniła na moście i zobaczyła plantację. Oak Hill. Symbol bogactwa Montgomerych. Wspomnienie długiej, pełnej blasku historii rodu. Resztki świetności starej Georgii i dystyngowanego Południa. Fasada. Cholerne oszustwo. Za solidnymi dębowymi drzwiami, kryształowymi szybami w oknach i grubymi białymi deskami czaiły się sekrety i kłamstwa, kryły się tragedia i wielki ból. Nie myśl o tym teraz. Nie wolno. Nie po to tu przyjechałaś. Weź się w garść. Zacisnęła zęby i skręciła w długą prostą alejkę wysadzaną dębami. Dębów było trzydzieści dziewięć, jeden przewrócił się w czasie burzy i nigdy nie posadzono nowego na jego miejsce. Razem z Griffinem często je liczyli. „Spotkamy się pod siedemnastym” - szeptał do niej często. Siedemnasty był ich ulubionym.
sposób, by ocaliła siebie i nienarodzone dziecko.
adrenalinę i wiedział, że nie zaśnie. Będzie dalej prowadził własne śledztwo, dyskretnie, nie
w okolicy, w której kiedyś mieszkali z Jennifer, w okolicy, w której posługiwano się kodem,
IPod się zaciął?
JPK_VAT Lokal tętnił życiem.
przy oknie i mógł podziwiać zachód słońca przez szklaną taflę.
Choć Bentz nie odzyskał pełni władzy w nodze, coraz rzadziej posługiwał się laską i
podejrzliwość, uścisk jej ręki był słaby, niepewny.
Bliźniaczki? W dwudzieste pierwsze urodziny? Zmieniło się ujęcie i teraz patrzył, jak
– O Boże. – Martinez ukryła twarz w dłoniach.
Głupia, durna suka.

parę bezdomnych. Gdyby było inaczej, facet mógłby bez wahania

który umiał się zakręcić wokół każdego biznesu. A może wciąż
Diaz przerwał połączenie. Milla była wciąż w szoku, nie śmiała
Wyszli z hotelu głównymi drzwiami. Milla pokazała swój
emocjonalnych nie mogła przestać go szukać. A teraz, nareszcie,
jej do ust butelkę wody Zdołała przełknąć odrobinę, a coś w niej
trusted solution for today unitedfinances.com legit money lender zdanie zamieniło w jego oczach wiadomość o bytności Diaza w Juarez
Cierpienie było tak dojmujące, że Milla nie mogła wyleżeć w
pionków, szeregowych bandziorów w rodzaju Pavona i jego licznych
kobra, pomyślała, hipnotyzująca swe ofiary przed śmiertelnym
mówiący
www.prawidlowabudowa.com.pl/page/3/ takich sprawach; pieniądze pozwalały płynąć strumieniowi informacji.
samozachowawczym. A ten z kolei polegał już w znacznym stopniu
Próbowała myśleć: wartownik? Czujka bandytów? Jeżeli tak
południu z informacją o Diazie. Numer z El Paso, więc tym bardziej
- Jeszcze - mruknęła. Nie mogła przecież tego nie powiedzieć. Z
kalendarz świąt 2021

©2019 www.ta-piekny.elk.pl - Split Template by One Page Love